Portal informacyjny dla polskich marynarzy

Dzielny s/s SMOK

Warto chyba wyciągnąć z archiwum Neptuna pokrytą „morskim kurzem” historię starych, dzielnych statków.

Rok po utworzeniu „Żeglugi Polskiej”, czyli w 1927 r., w budującej się Gdyni powstało drugie poważne przedsiębiorstwo armatorskie „Polskarob”. Starsi gdynianie, a zwłaszcza marynarze pamiętają, że jego pełna nazwa brzmiała: Polsko – Skandynawskie Towarzystwo Transportowe. Armator ten powstał z inicjatywy grupy właścicieli śląskich koncernów węglowych. Towarzystwo cieszyło się dużym osobistym poparciem ministra Eugeniusza Kwiatkowskiego oraz ówczesnego rządu polskiego. Głównym udziałowcem Towarzystwa był koncern „ROBUR” (pełna jego nazwa brzmiała Związek Kopalń Górnośląskich), ale część udziałów stanowił kapitał szwedzki. Głównym zadaniem armatora był eksport polskiego węgla, najczęściej do Skandynawii.

Firma „Polskarob” dobrze się rozwijała, głównie dzięki prężnej organizacji i twardej dyscyplinie na statkach. Świadczyła także usługi portowe. Posiadała holowniki, barki, a w 1937 roku kupiła specjalistyczny statek bunkrowy. W tamtych czasach głównym materiałem pędnym dla statków parowych był węgiel. Wiele statków przypływało do Gdyni tylko po węgiel bunkrowy. Wszystkie statki tego armatora nosiły wspólną nazwę „ROBUR” z dodatkiem rzymskiej liczby od I do VIII. Zakupiona bunkierka, która otrzymała nazwę „ROBUR VII” mogła bunkrować statki na redzie. Tym sposobem statki unikały kosztów portowych, które były dość wysokie.

Gdy wybuchła II wojna światowa, cała flota Robura odpłynęła na zachód. W porcie w Gdyni pozostał tylko Robur VII oraz małe holowniki i barki. Kapitanem bunkrowca był Marian Jajszczyk.We wrześniu 1939 roku bunkrowiec Robur VII podzielił los innych jednostek : na polecenie dowództwa obrony Gdyni został celowo zatopiony w głównym kanale wejściowym do portu, aby utrudnić wrogowi wtargnięcie do portu. Okupant szybko podniósł Robrua VII z dna i w 1942 roku przeholowł wrak do Szczecina. W stoczni VULCAN Stettiner Maschinenbau A.G. został przebudowany na statek – bazę ratowniczą (Hebeschiff) dla firmy Essen & Metall A.G. z Hamburga – ówczesnego właściciela statku. Nazwę jednostki  zmieniono  na „RICHARD”.

Po zajęciu Norwegii przez Niemcy, „Richarda” skierowano na wody norweskie, gdzie do końca wojny wydobywał wraki. Po zakończeniu działań wojennych statek przypadł w udziale Związkowi Radzieckiemu w ramach podziału floty poniemieckiej. Statek ten krótko służył tam pod nazwą „CHOSTA”. Polska ekipa rewindykacyjna Głównego Urzędu Morskiego szybko ustaliła, że jest to nasz polski Robur VII zagrabiony przez Niemców i wystąpiła z wnioskiem o zwrot statku.

W kwietniu 1947 roku „Chosta” ex „Richard” ex Robur VII wrócił do Świnoujścia, gdzie został przekazany Polsce. Przydzielono go ówczesnemu Wydziałowi Holowniczo-Ratowniczemu przedsiębiorstwa „Żegluga Polska”. Statek otrzymał nowe imię „SMOK” i podniósł ponownie polską, biało-czerwoną banderę.

1 stycznia 1951 roku „Smok” przeszedł do nowo powstałego przedsiębiorstwa Polskie Ratownictwo Okrętowe (PRO), w którym 40 lat pełnił funkcję głównej bazy dla ekip nurkowych i technicznych. Dowództwo statku oddano w ręce kapitana Augustyna Dominiaka, który opuścił „Smoka” dopiero, gdy w 1969 roku przechodził w stan zawodowego spoczynku.

Statek ten wydobył lub współuczestniczył w wydobywaniu większości zalegających w naszych wodach wraków. Do najsłynniejszych akcji, w których brał udział „Smok” należało wydobycie w 1951 roku wraku niemieckiego pancernika „GNEISENAU” blokującego główne wejście do portu Gdynia oraz podniesienie w 1954 roku leżącego w rejonie Jastarni wielkiego poniemieckiego transportowca „Seeburg”. Po odbudowie wszedł on do służby morskiej pod polską banderą jako „m/s Dzierżyński”.

Po oczyszczeniu polskich wód z zalegających wraków „Smok” pełnił zadania kontrolne i zajmował się oczyszczaniem wód portowych i red z drobnych przeszkód zalegających na dnie basenów portowych.

Ostatnio staruszek „Smok” tylko cumował przy bazie taboru P.R.O i spełniał tam rolę pływającej kotłowni. Jego potężny kocioł typu szkockiego był w naszej flocie ostatnim kotłem opalanym węglem. Sprzedano go na złom w kwietniu 1990 roku”.

„Smok” był  na swój sposób był pięknym statkiem. Przez długie lata w naszych portach widzieliśmy jego 12 metrowy cienki, na czerwono pomalowany komin ze znakiem armatora  P.R.O. i trójzębem Neptuna, który dawał świadectwo, że Polskie Ratownictwo Okrętowe istnieje i pracuje dla dobra Polski morskiej.

Dzielny „s/s SMOK” ex „Chosta” ex „Richard”, ex „Robur VII” pełnił swą służbę morską 53 lata i chwała mu za to.

                                                                                                                                                                                                                                                                   kpt. ż. w. Wiktor Czapp

                                         fot. Marek Czasnojć

 

 

komentarze (2)

  1. lech pisze:

    Chcialbym pare uwag do bardzo ciekawego artykulu:
    1-kpt Augustyn Dominik nie Dominiak,
    2-podczas pracy jako bunkierka weglowa na redzie Robur VII mial dobudowany na dziobie charakterystyczny tasmociag weglowy, pozniej odciety,
    3-podczas wojny Niemcy przebudowali Robura VII na specjalistyczny statek do podnoszenia zatopionych okretow podwodnych, w tym celu zainstalowano na pokladzie olbrzymie polery oraz system pomp i zbiornikow balastowych-technika podnoszenia to oddzielna historia,
    4-Starszym Mechanikiem na Smoku byl prawie caly czas pan Sliwinski (imienia niestety nie pamietam).
    5-ja bylem inspektorem technicznym Smoka od 1973 do 1981, prywatnie bylem kolega Sp Jerzego Czappa-brata autora. Pozdrawiam .

  2. Tadeusz pisze:

    Jestem synem kpt.Augustyna Dominika posiadam dużą ilość zdjęć z okresu prac na ss SMOKU .Pamiętam kilka nazwisk ludzi zamustrowanych na statku w okresie jak ojciec był kpt.kontakt tadeuszdominik@op.pl

Skomentuj artykuł