Portal informacyjny dla polskich marynarzy

Captain Phillips – fakty i mity

Plakat filmuNa ekranach naszych kin, a ostatnio również na kablówkach, obejrzeć można film „Captain Phillips”, z Tomem Hanksem w tytułowej roli. Film opowiada historię porwania  w kwietniu 2010 roku statku „Maersk Alabama” przez somalijskich piratów.

       Obraz był owacyjnie przyjęty na festiwalach filmowych w Nowym Jorku oraz Londynie, goszcząc na swoich premierach nie tylko gwiazdy z Hollywood, ale również czołowych polityków. Oddzielna gala, z udziałem m.in. żony kapitana Richarda Phillipsa – Andrei, odbyła się w Norfolk, porcie macierzystym statku „Maersk Alabama”, a jednocześnie bazie niszczyciela USS „Bainbridge”, którego komandosi uwolnili Phillipsa z rąk piratów.

      Film „Captain Phillips” w reżyserii Paula Greengrassa, to rzeczywiście kawał znakomitej hollywodzkiej roboty. Bardzo dynamiczna akcja, świetne aktorstwo Hanksa i motyw „prawdziwego amerykańskiego bohatera”, z pewnością przypadną do gustu wielu widzom. Scenariusz oparto na książce Richarda Phillipsa „A Captain’s Duty” („Powinność Kapitana”) a na wstępie projekcji pojawia się napis : „oparto na faktach”.

     Prawdziwy kapitan Richard Phillips to obecnie jedna z najbardziej znanych i uwielbianych postaci w Stanach Zjednoczonych. Po powrocie z pirackiej niewoli spotkał się z nim osobiście prezydent Barack Obama, a od wielu miesięcy jego twarz pojawia się na okładkach magazynów. Prawda o kapitanie Phillipsie może być jednak nieco inna, niż sugeruje to film. Mówią o tym otwarcie członkowie załogi, z którymi przeżył on napad Somalijczyków.

     Jedenastu marynarzy i oficerów, uczestniczących w pamiętnym rejsie „Maersk Alabama” pozwało firmę Maersk oraz zarządzającego statkiem Water Steamship Corp. do sądu, żądając odszkodowania w wysokości 50 milionów dolarów, za rozmyślne narażenie ich życia.

         Dla marynarzy „Maersk Alabama” film „Captain Phillips” jest jednym wielkim kłamstwem. Zarówno postać dowódcy statku, jak i wydarzenia na Oceanie Indyjskim przedstawione są w sposób, który ma zrobić z Phillipsa bohatera, tymczasem – ich zdaniem – to kapitan był w głównej mierze sprawcą całego nieszczęścia.

    - Richard Phillips miał opinię nadętego i zadufanego w sobie dowódcy. Nikt nie chciał z nim pływać – mówi jeden z członków załogi. – Istniało wydane oficjalnie zalecenie, aby ze względu na zagrożenie pirackie, trzymać się od wybrzeży somalijskich na co najmniej 600 mil. Tymczasem Phillips kazał płynąć ok. 235 mil od brzegu, czyli najkrótszą i najtańszą drogą. Zalecenia (IMO) mówiły też, że w razie ataku załoga powinna wyłączyć elektryczność i napęd oraz zamknąć się w zabezpieczonym pomieszczeniu, tymczasem ewentualność taka została przez kapitana odrzucona, bo nie był to jego plan – mówi marynarz. W wywiadzie dla CNN kapitan przyznał, że statek rzeczywiście płynął ok. 300 mil od wybrzeży, ale zaprzeczył, że wcześniej był dyskutowany plan schronienia się w pomieszczeniu „twierdzy”.

     W obszarze, w którym przebywał „Maersk Alabama”, na przełomie marca i kwietnia  2010, doszło do aż 16 pirackich ataków na kontenerowce. Najwyższe środki ostrożności były więc jak najbardziej na miejscu. Tymczasem, jak opowiada Deborah Waters, prawnik reprezentujący marynarzy, kapitan Phillips pozostawał głuchy na błagania członków załogi, by oddalić się od wybrzeży.

      - Powiedział im, że nie pozwoli, aby piraci zmusili go do zmiany trasy” – mówi Waters. – Był naprawdę arogancki. Nie wiedzieliśmy kogo bać się bardziej, piratów czy Phillipsa – wspomina jeden z marynarzy.

     Feralnej doby, piraci trzy razy, w ciągu 18 godzin, podpływali do statku. Pierwsze podejście było nieudane. Zgodnie z relacjami marynarzy, w pewnym momencie zauważyli oni w pewnej odległości od statku dwie szybkie łodzie motorowe. W tym czasie Phillips zarządził ćwiczenia p-poż i szalupowe. Kiedy jeden z członków załogi poinformował dowódcę, że zauważono piratów i zapytał, czy mają przerwać ćwiczenia, kapitan kazał im wracać do szalup. Ćwiczenia zostały dokończone. Statek jednak przyspieszył a piraci zmienili kurs łodzi.

     O 3. w nocy piraci ponownie pojawili się przy statku. Przez radio nakazali wachtowemu zatrzymać maszynę. Zapalono światła na rufie, ale nic się nie działo. Wreszcie o 7 rano doszło do bezpośredniego ataku – tym razem udanego.

     - Phillips nie wiedział co ma robić – wspomina jeden z marynarzy. – Jego plan był taki, że jak piraci dostaną się na pokład, to my podniesiemy ręce do góry i powiemy : o mamy piratów na statku.

       Wobec niezdecydowania kapitana inicjatywę przejął starszy mechanik Mike Perry – zdaniem załogi – prawdziwy bohater wypadków na „Maersk Alabama”. Nakazał on zejść wszystkim do maszyny i tam zamknąć się od wewnątrz. To gorące pomieszczenie było ich kryjówką przez kolejne 12 godzin. Na mostku pozostał kapitan oraz trzech innych członków załogi. Jak napisał o tych chwilach Phillips, nie czuł on strachu. „Piraci krzyczeli : spokojnie kapitanie, spokojnie. To nie Al Qaeda. To tylko biznes”.

      Kolejne godziny wypadków na statku są w filmie przedstawione dość wiernie z rzeczywistością (poza tym m.in., że piraci mieli na sobie sandały, więc nie mogli wpaść na przygotowaną pułapkę z tłuczonego szkła). Prawdziwa jest również historia z pojmaniem przez Mike Perrego lidera piratów, niejakiego Abduwali Muse. Zakładnicy próbowali następnie „przehandlować” go za Phillipsa.

Tom HanksI tu następuje jedna z najbardziej kontrowersyjnych scen w filmie, która mocno wzburzyła prawdziwych świadków wydarzeń. „Przyrzekliśmy sobie, że prawdę o wypadkach na „Maersk Alabama” zabierzemy ze sobą do grobów – powiedział w CNN Mike Perry. Ale kiedy słyszę cały ten chłam o poświęceniu kapitana, mówię sobie : co to ma być ?”

        Na ekranie widzimy, jak Phillips chce oddać życie się za załogę, mówiąc „Jeśli chcecie kogoś zastrzelić, to zastrzelcie mnie”. W rzeczywistości, scena ta jest całkowicie wymyślona, co potwierdził również i sam Phillips. „To nie było tak” – mówią marynarze. „Piraci nie chcieli wdawać się w żadne układy, po prostu wyrwali swojego człowieka i udali się wraz z Phillipsem do szalupy. Potem odpłynęli”.

       Jak pisze w swojej książce Richard Phillips, kolejne pięć dni w szalupie (na filmie jest to ok. 36 godzin), w oczekiwaniu na okup, to ogromny stres, jaki pamięta się do końca życia. Sytuacja stała się jeszcze gorsza, gdy Phillips wykonał nieudaną próbę ucieczki. Został wówczas pobity i stał się przedmiotem drwin. Przybycie USS „Bainbridge” i komandosów – tych samych, którzy wcześniej uczestniczyli m.in. w pojmaniu Osamy bin Ladena, zakończyło dramat kapitana. Po zastrzeleniu napastników, Philips mógł powrócić do domu.

      Jedynym ocalałym z tej akcji piratem był wspomniany wcześniej Abduwali Muse, który w momencie odbicia zakładnika znajdował się na pokładzie USS „Bainbridge”. W lutym 2011 r. sąd w Nowym Jorku uznał go winnym napadu, porwania statku, wzięcia zakładnika oraz spisku, na 405 miesięcy (czyli 33 lat) więzienia. Odsiaduje on obecnie swój wyrok w więzieniu federalnym w Terra Haute.

      Co ciekawe Muse, przychyla się do wersji zdarzeń opowiadanych przez marynarzy. Sam odmówił rozmowy z wytwórnią Sony (producent filmu), twierdząc, że i tak zostanie w filmie przedstawiony jako czarny charakter. Swoimi wspomnieniami natomiast podzielili się z producentem  marynarze. Ich wersja nie spodobała się jednak filmowcom. Każdy z nich po rozmowie otrzymał po 5 tysięcy dolarów, jak mówią – „za milczenie”.

      

Skomentuj artykuł