Portal informacyjny dla polskich marynarzy

Chrzest na mv WARMIA

Przykładem utrzymywania wysokiej kultury osobistej na statkach jest kultywowanie starych tradycji marynarskich. Wśród morskich zwyczajów i obyczajów od zawsze najważniejszym był chrzest morski – rytuał, w ramach którego w pełnej krasie ujawniała się fantazja członków załóg. Niestety, w obecnej dobie zmian w obyczajowości statkowej, gdzie wielu marynarzy woli towarzystwo osobistego laptopa niż rozmowę z kolegą w mesie, coraz mniej załóg przekraczając równik znajduje czas i ochotę na tego rodzaju ceremonie. W sytuacji, gdy wielu z matrosów nie może pochwalić się dyplomem zaświadczającym przebycie chrztu, trudno również z braku wystarczającej liczby „ochrzczonych” skompletować świtę Neptuna i Prozerpiny oraz orszak diabłów.

Nie oznacza to jednak, że tradycja chrztu morskiego upadła całkowicie. Kilka miesięcy temu rytuał ten odbył się na statku PŻM – mv „Warmia”, płynącym pod dowództwem kpt. ż. w. Andrzeja Drewnowskiego do brazylijskiego portu Itaqui. Wśród neofitów, oprócz mężczyzn, znalazły się również dwie panie – studentki Akademii Morskiej w Szczecinie. W chrzcie morskim nie ma jednak „uprzywilejowanych” – one również musiały przejść wszelkie męki i tortury, które towarzyszą obrzędowi zdobywania szlifów prawdziwego wilka morskiego.

Oczekujący na chrzest muszą zmięknąć w siatce, zanim dostąpią tego zaszczytu. Diabeł odczytuje nazwiska neofitów.

Najważniejszymi postaciami ceremonii jest oczywiście Król Mórz Neptun oraz jego małżonka Prozerpina.

Żeby godnie stanąć przed obliczem Ich Królewskich Mości konieczna jest wizyta u fryzjera.

Prawdziwy wilk morski musi być zdrowy. Lekarz musi więc wykonać stosowne badania.

- Iżeś przypisanego prawem chrztu równikowego dostąpił, przeto chrzczę cię imieniem, którym po wsze czasy we włościach moich nazywan pozostajesz – mówi Neptun.

fot. Jerzy Fujarowicz

Skomentuj artykuł