Portal informacyjny dla polskich marynarzy

Dlaczego Bilfinger zrezygnował z Gryfii ?

5-1W lutym tego roku firma Bilfinger SE ogłosiła w komunikacie prasowym, że wycofuje się z części swojej działalności, związanej z produkcją elementów na potrzeby energetyki offshorowej. Nie podano motywów decyzji, lakonicznie przyznając tylko, że działalność offshorowa Bilfingera „wypadła poza profil ryzyka działalności firmy”. W konsekwencji kompania z Mannheim wystawiła na sprzedaż cały swój segment produkcji na rzecz morskiej energetyki wiatrowej, w tym 62,5 proc. udziałów w spółce Bilfinger Mars Offshore, budującej fabrykę na szczecińskiej wyspie Gryfia”.

Bilfinger SE to globalny gigant budowlano-usługowy zatrudniający na całym świecie około 70 tysięcy pracowników. W sektorze offshore firma obecna była od piętnastu lat, a przez ten czas w jej fabrykach powstało łącznie 630 fundamentów i podstaw do turbin wiatrowych. Skąd więc tak nieoczekiwany i radykalny krok ?

Nurkujące ceny ropy naftowej

W szerszym kontekście tej decyzji pojawia się obecna sytuacja na światowym rynku paliw. Od lata ubiegłego roku ceny ropy naftowej zaczęły gwałtownie spadać z poziomu 111 dolarów (notowania Brent) w lipcu 2014 do poziomu poniżej 50 dolarów w styczniu 2015. Tak duża obniżka cen miała swoje konsekwencje polityczno-gospodarcze w krajach, dla których wpływy ze sprzedaży ropy naftowej stanowią podstawę budżetu. Jak twierdzą analitycy z biura Pareto, dla zrównoważonego budżetu np. Rosja potrzebuje cen baryłki ropy na poziomie 100 USD, Arabia Saudyjska – 91 USD, Wenezuela – 118 USD, Iran – 131 USD, wreszcie Libia – 142 USD.
Przy nurkujących cenach surowca, znacznie spadła opłacalność wydobycia. To z kolei doprowadziło praktycznie na całym świecie do zamykania kolejnych morskich platform wiertniczych. Jeszcze w grudniu 2014, w siedmiu głównych obszarach wydobywczych naszego globu działało ich 399. Dwa miesiące później już o 29 mniej. Tracą też armatorzy. Dotychczas przynoszące prawdziwe kokosy jednostki typu offshore, obecnie coraz częściej są kierowane na przymusowe długotrwałe postoje na kotwicowiskach.
Największe straty w 2014 roku w europejskim sektorze offshore poniosły Norwegia i Wielka Brytania. Ta ostatnia, ze stratą 5,3 miliarda funtów zanotowała najgorszy wynik w tej branży od 40 lat. Prawdziwy dramat przeżywa też branża górnicza w Stanach Zjednoczonych, gdzie w związku z ograniczeniem wydobycia ropy naftowej i gazu ziemnego (głównie z łupków) zapowiedziano redukcję zatrudnienia w tym sektorze o 150 tysięcy osób.
Koncerny paliwowe wycofują się z nowych inwestycji i próbują sprzedawać swoje aktywa. Wśród najgłośniejszych transakcji, część niemieckiego koncernu RWE, działająca pod szyldem DEA została w marcu br. sprzedana za prawie 7 miliardów USD rosyjskiemu konsorcjum LetterOne kierowanym przez oligarchów Michaiła Fridmana i Germana Chana. DEA miała swoje koncesje na wydobycie również w Polsce (małopolskie i podkarpackie).

Bilfinger tnie prognozy zysków

Spadające ceny ropy naftowej dotknęły oczywiście i segment energetyki wiatrowej, a firmy zaangażowane w tę działalność zaczęły notować spadki wpływów i zysków. To że istnieje tu bezpośrednia korelacja obrazuje najlepiej fakt, iż w dniu gdy Organizacja Krajów Eksporterów Ropy Naftowej OPEC ogłosiła, że nie zamierza ograniczać wydobycia surowca by zmniejszyć podaż ropy na rynku i obniżyć jej cenę, mocno spadła wartość akcji największego producenta wirników do elektrowni wiatrowej na świecie – firmy Vestas.
Na taniej ropie tracił także Bilfinger. Jeszcze rok temu firma miała ambitne plany m.in. związane ze szczecińską fabryką. Latem – wraz z gwałtownie spadającymi cenami ropy naftowej – przyszła jednak pierwsza korekta planowanych na 2014 zysków, a wkrótce potem następna. Obie korekty spowodowały spadek wartości akcji firmy na giełdzie i niezadowolenie akcjonariuszy. Ostatecznie niemiecka firma zakończyła ubiegły rok z zyskiem na poziomie 198 mln euro, jednak ze spadkiem wpływów rok do roku na poziomie 43 proc.
Jedna ze wspomnianych korekt zakładanych zysków Bilfingera za 2014 rok a wynosząca aż 30 mln euro, związana była z opóźnieniami w rozpoczęciu działalności nowego zakładu koncernu na wyspie Gryfia. W pierwotnych planach niemieckiej firmy fabryka miała rozpocząć produkcję w 2014 roku, jednak – jak pamiętamy – inwestycja miała opóźnienie już na starcie, a to z powodu poślizgu przy przyznawaniu terenom Gryfii statusu Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

Zmiany w zarządzie i nowa strategia

Podwójna redukcja zakładanych wpływów i zysków Bilfingera za 2014 r. miała przynajmniej dwa skutki : po pierwsze, w sierpniu ubiegłego roku z fotelem prezesa koncernu musiał pożegnać się jeden z ojców szczecińskiej inwestycji Roland Koch. Zastąpił go Herbert Bodner. Po drugie, firma pod nowym kierownictwem przyjęła strategię poprawy stanu finansów, zakładającą m.in. spore redukcje etatów. Do końca 2015 roku ma zostać zwolnionych 1250 osób, a oszczędności z tego tytułu mają wynieść 80-90 mln euro. Jesienią ubiegłego roku Bilfinger ogłosił też przyjrzenie się dalszej opłacalności utrzymywania sektora produkcji elementów offshore, w tym fabryki na Gryfii. Na jednym z pierwszych spotkań z dziennikarzami Herbert Bodner podsumował szczecińską inwestycję słowami : „Jak widzicie, mamy tu łańcuch ciągłych opóźnień i rozczarowań. A projekt wciąż nie rozpoczął pracy”.
W ostatnich miesiącach zarząd Bilfingera bacznie przyglądał się tendencjom rynkowym, zanim oficjalnie ogłosił swoją decyzję o ostatecznym rozstaniu się z sektorem offshore. Poszedł tu zresztą śladem innych firm, m.in. w październiku 2014 r. niemiecka firma Hochtief sprzedała swoją część offshorową długoletniemu partnerowi w interesach, kompanii GeoSea z grupy DEME, a miesiąc później podobny ruch wykonała holenderska Ballast Nedham, sprzedając swój sektor offshore firmie Van Oord.
Ale zdaniem Herberta Bodnera, za rozczarowanie Bilfingera sektorem offshore odpowiada nie tylko opóźnienie przy budowie szczecińskiej fabryki. Winni są też sami Niemcy i ich wewnętrzne problemy przy tworzeniu sieci przesyłowych z morskich farm wiatrowych. „Niemcy nie działają zgodnie przy budowie linii przesyłowych, tak aby prąd wyprodukowany na Bałtyku i Morzu Północnym mógł popłynąć na południe Niemiec” – powiedział na konferencji prasowej Herbert Bodner.
Na decyzję Bilfingera mieli też z pewnością wpływ niemieccy politycy, którzy coraz częściej mówili o zbyt wysokich kosztach uzyskiwania energii z farm wiatrowych. Wreszcie słowa przekuli w czyny, przeforsowując w ubiegłym roku ograniczenie państwowych dotacji na ten cel. W listopadzie ub. r. rząd Angeli Merkel zapowiedział też znaczącą rewizję planów, co do budowy nowych morskich farm wiatrowych, z pierwotnie zakładanej mocy 10 GW do 6,5 GW w perspektywie do 2020 roku i z 25 GW do 15 GW w perspektywie do 2030 roku.
Ktokolwiek wykupi udziały w szczecińskiej fabryce elementów do morskich farm wiatrowych na Gryfii, przejmie również prawdopodobnie zlecenia Bilfingera w tym zakresie. Główne z tych zleceń dotyczy dostarczenia 72 fundamentów dla projektu Sandbank firmy Vattenfall, farmy wiatrowej o mocy 288 MW na niemieckiej części Morza Północnego. Pod koniec lutego br. Bilfinger ogłosił również zdobycie zupełnie nowego kontraktu wartego 30 mln euro, na dostarczenie 19 stalowych fundamentów i 18 turbin wiatrowych dla kolejnej farmy wiatrowej Morza Północnego – Nordergruende.

Czy farmy wiatrowe przetrwają ?

Większość analityków rynku energetycznego uważa, że obecne niskie ceny ropy naftowej nie będą miały wpływu na długofalową politykę poszczególnych krajów inwestowania w odnawialne źródła energii. „Szanse na to, że polityka w tym zakresie się zmieni są minimalne” – mówi Angus McCrone z biura badań rynku Bloomberg New Energy Finance”. „Wszak żaden z krajów nie buduje swojej strategii różnicowania źródeł energii na podstawie krótkoterminowych ruchów cen paliw”.
Są jednak i tacy, którzy postulują ostrożność w formułowaniu takich opinii, przypominając, że uzyskiwanie energii np. z morskich farm wiatrowych jest wciąż za drogie. Zdaniem autorów raportu firmy Ernst & Young, zaprezentowanego na marcowej konferencji poświęconej branży offshore w Kopenhadze, kluczowym będzie tu rok 2020. Jeśli do tego momentu nie uda się zejść w produkcji energii z morskiego wiatru z obecnej ceny 140 euro za uzyskanie 1 MWh (megawatogodziny) do pułapu poniżej 100 euro za 1 MWh, to w kolejnej dekadzie będziemy obserwować zmniejszenie się zainteresowania tego typu inwestycjami.

Skomentuj artykuł