Portal informacyjny dla polskich marynarzy

Legendarny skarb odnaleziony ?

Afonso_de_Albuquerque_LisboaNiedawno świat odkrywców podwodnych skarbów zelektryzowała wiadomość o odnalezieniu przez podwodne drony, poszukujące szczątków  malezujskiego boeniga 777, wraku portugalskiej karaki „Flor de la Mar” („Kwiat Morza”). To prawdziwy Święty Gral wśród poszukiwaczy, ponieważ ze starych kronik wynika, że na pokładzie żaglowca znajduje się 60 ton złota oraz ogromna ilość kamieni szlachetnych, w tym diamentów wielkości ludzkiej pięści.

Karaka (żaglowiec, będący protoplastą galeona) „Flor de la Mar” była prawdziwą ozdobą swoich czasów. Zbudowana w Lizbonie w 1502 roku miała wyjątkowo dużą jak na początek XVI wieku nośność 400 ton. W swoją pierwszą podróż do Indii Portugalskich (kolonia założona przez Portugalczyków na początku XVI wieku na zachodnim wybrzeżu Indii), „Flor de la Mar” wyruszył w 1502 roku pod dowództwem kuzyna Vasco da Gamy – Estevao da Gama. Statek ze względu na swoją wielkość okazał się fatalny na morzu. Niesterowny i słabo zmagający się z falami stał się przyczyną kłopotów już podczas pierwszej powrotnej podróży do Portugalii. Załadowany po brzegi indyjskimi przyprawami, w Kanale Mozambickim zaczął mocno przeciekać. Po drodze musiał więc udać się na Mozambik, gdzie uszczelniono kadłub. Wreszcie w 1503 roku statek dotarł do Portugalii.

W kolejną podróż do Indii „Flor de la Mar” wypłynął dopiero pod dwóch latach pod dowództwem Joao da Nova, jako część armady 22 żaglowców 7 floty portugalskiej, dowodzonej przez wicekróla Indii Portugalskich Francisco de Almeida. Po przybyciu na miejsce karaka znów załadowała przyprawy i wzięła kurs na Portugalię. Jednak w Kanale Mozambickim historia się powtórzyła – statek ponownie zaczął przeciekać. Tym razem jednak postój remontowy na Mozambiku uziemił „Flor de la Mar” na dobre. W 1507 roku zastał go tam dowódca 8 floty portugalskiej Tristao da Cunha. Cunha rozkazał swoim marynarzom przeładować przyprawy na inny żaglowiec płynący do Portugalii, a  naprawiony „Flor da la Mar” włączył do swojej armady.

W tym czasie karaka uczestniczyła w portugalskich podbojach m.in. wyspy Socotra, miast Kuriat, Sohar czy Ormuz. Pod dowództwem Francisco de Almeida żaglowiec brał także udział w 1509 roku w bitwie pod Diu.

Kiedy w 1509 roku Alemida zakończył swoją misję wicekróla Indii Portugalskich, chciał do domu wrócić na pokładzie „Flor de la Mar”. Na to nie zgodził się jednak jego następca Alfoso de Albuquerque, który uczynił z żaglowca swój okręt flagowy. To właśnie na nim uczestniczył w 1510 roku w podboju indyjskiego portu Goa oraz w 1511 roku – największego wówczas ośrodka wymiany handlowej Azji południowo-wchodniej – portu Malakka. Rządził tam wówczas muzułmański sułtan, będący lennikiem Chin. Po zdobyciu miasta Albuquerque oszczędził mieszkających tam Hindusów i Chińczyków, natomiast wymordował wszystkich muzułmanów. Następnie zrabowane w Malakce 60 ton złota oraz inne bezcenne klejnoty załadował na „Flor de la Mar” by zawieść je na dwór portugalskiego króla.

Nie zapłynął jednak daleko. U wybrzeży sumatryjskiego wybrzeża, w Cieśninie Malacca, 20 listopada 1511 roku rozszalał się sztorm, który z łatwością zatopił mocno obciążony kosztownościami „Flor de la Mar”. Sam Alfonso de Albuquerque w cudowny sposób, trzymając się unoszących się na wodzie planek okrętowych, zdołał ocalić życie.

W czasach współczesnych wielu poszukiwaczy skarbów próbowało odnaleźć wrak słynnego żaglowca. Bez skutku. Dopiero wiosną tego roku, podczas poszukiwań szczątków zaginionego w tajemniczych okolicznościach samolotu pasażerskiego Malaysia Airlines udało się natrafić na szczątki, które najprawdopodobniej są pozostałościami „Flor de la Mar”. Jeśli doniesienia te się potwierdzą, będziemy mieli do czynienia z wielką sensacją archeologiczną.

Przede wszystkim jednak skarb „Flor de la Mar” ma swoją wartość materialną, ocenianą obecnie na 2 miliardy dolarów. Tak ogromna suma sprawia, że badacze morskiego dna są gotowi wyłożyć nawet 20 milionów dolarów na akcję wydobycia kosztowności. Na tyle właśnie ocenia koszt operacji jeden z wybitnych amerykańskich poszukiwaczy skarbów Robert Marx.

Choć jak na razie jest to dzielenie skóry na niedźwiedziu, to jednak już dziś władze malezyjskie zapowiedziały, że nie pozwolą na ponowne wywiezienie złota, które jest własnością Malezyjczyków – spadkobierców XVI wiecznego sułtanatu Malakka. A jako że wrak znajduje się na wodach indonezyjskich, roszczenia do skarbu uzurpuje sobie również Indonezja.

Skomentuj artykuł