Portal informacyjny dla polskich marynarzy

Listy w butelce

45-message_in_a_bottle_800Niedawno szkocki rybak znalazł w sieci butelkę z wiadomością, wrzuconą do morza ponad sto lat temu. Okazało się, że na początku XX wieku, w ciągu kilku lat,  wrzucono do morza prawie dwa tysiące takich butelek. Celem było zbadania  prądów morskich wokół wybrzeża Szkocji. Dotychczas odnaleziono 315 tych butelek, a ta jest najstarsza.

             Powyższe znalezisko jest przykładem wykorzystania poczty Neptuna, czyli wiadomości w butelce, do celów naukowych. Dryfujących butelek bardzo często używano do badania prądów morskich. W latach 60. zeszłego wieku takie badania sponsorowała holenderska wytwórnia alkoholi Bols. Do mórz i oceanów wrzucono 4600 butelek ze specjalnymi ankietami dla znalazców. Ponad połowę z nich odnaleziono na brzegach ponad 20 państw, od Kanady po Australię. 

              Pod koniec XIX wieku dzięki poczcie butelkowej opracowano szczegółowe mapy prądów północnego Atlantyku i Zatoki Biskajskiej. Na świecie skrzętnie notowane są wszelkie znaleziska butelkowej poczty. Dzięki temu wiadomo o butelkach rekordzistkach, płynących najszybciej, najdłużej, najdalej.  I tak rekord szybkości przypisuje się butelce, która z Nowej Fundlandii do Irlandii  dotarła w ciągu 33 dni. Obliczono, że niesiona falami płynęła z szybkością 80 mil na dobę. Natomiast najdłuższą podróż odbyła butelka wrzucona w Melbourne w Australii.  Znaleziono ją na plaży w Yarmouth w Anglii.    Ustalono, że przepłynęła około 13 tys. mil morskich, co zajęło jej ponad trzy lata. 

            Poczta butelkowa jest znana do setek lat i nie wiadomo  dokładnie  kto dał jej początek. Ale zazwyczaj  historia oceanografii wymienia Krzysztofa Kolumba jako pierwszego współczesnego żeglarza, który skorzystał z poczty Neptuna.  Otóż podczas powrotnego rejsu z Nowego Świata, w 1493 roku,  w czasie silnego sztormu, wrzucił on do oceanu butelkę z listem do królowej hiszpańskiej Izabeli I. Tę butelkę znaleziono ponoć  dopiero w 1852 roku, w pobliżu Gibraltaru. Czy to informacja prawdziwa? Spór o autentyczność „butelki Kolumba” toczy się od lat.

              Gdy nie istniała łączność radiowa listy w butelkach były często jedynymi  informacjami o losach zaginionych statków i załóg. W 1750 roku zaginął bez wieści  statek „Brethren of Coast”. O jego losach dowiedziano się dopiero po … 207 latach. U wybrzeży Jamajki znaleziono  butelkę z zapisanym kawałkiem mapy w środku.  Angielski marynarz pisał, że  jego statek płonie na środku Atlantyku i nie ma dla nich ratunku. Żegnał się w ten sposób z najbliższymi.  W roku 1856 zatonął parowiec „Pacific” z 280 osobami na pokładzie.  W sto lat później znaleziono butelkę z listem. Były to ostatnie słowa ojca, pasażera tego statku, do córki. Był też jego testament.  Bez wieści w 1902 roku zatonął  parowiec „Huronian”. Po czterech miesiącach znaleziono pierwszą butelkę, po kilku latach drugą. Załoga opisywała  ostatnie dramatyczne chwile.

             W 1915 roku został storpedowany brytyjski statek „Lusitania” z 1200 pasażerami. Znaleziono butelkę z informacją, którą zdążył napisać jeden z pasażerów. Zostali storpedowani i szybko toną.

              Ostatnia wiadomość ze statku „Saxilby” była nie w butelce, a w puszce po kakao. Znaleziono ją w  1936 roku. Statek zatonął trzy lata wcześniej, w czasie silnego sztormu.  Wiele znalezionych butelek z listami pochodzi z czasów drugiej wojny światowej.  Marynarze storpedowanych statków wrzucali do wody ostatnie słowa pisane z nadzieją, że kiedyś zostaną odnalezione i przekazane bliskim. 

                  Do odnajdywanych historycznych listów  butelkach należy jednak podchodzić z dużą ostrożnością. Wiedzą o tym kolekcjonerzy, bo żartownisiów i chętnych na łatwy zarobek nie brakuje. Znane są przypadki preparowania i sztucznego postarzania listów w butelkach.          

               Gdy kilka lat temu wszedł na ekrany głośny film „List w butelce”, od razu przypomniano różne  romantyczne historie, oferty matrymonialne, oświadczyny wysyłane butelkową pocztą. Było tego sporo i niektóre rzeczywiście kończyły się na ślubnym kobiercu.

                 Ciągle wiele osób bardziej dla żartu i przygody niż z powodów  zagrożenia życia wysyła w świat pocztę Neptuna. Mieszkaniec Wyspy Księcia Edwarda od dwóch dekad wrzuca do Atlantyku  butelki z listami. Wysłał ich ponoć już prawie pięć tysięcy i na ponad połowę uzyskał  odpowiedzi z całego świata. Dwa lata temu 11 –chłopiec z miasteczka Brockport (stan Nowy Jork) napisał list o sobie, o rodzinnym miasteczku, zamknął go w butelce, a znajomy rybak wrzucił ją do oceanu. Jakież było jego zdumienie, gdy po kilku miesiącach dostał odpowiedź przysłaną droga e-mailową. Jego butelka z listem została odnaleziona na Azorach.

              Kilkanaście lat temu głośna była historia listów w butelkach napisanych przez burmistrza Łeby, a wrzuconych do oceanu przez Krzysztofa Baranowskiego w czasie jego wokółziemskiego rejsu na jachcie „Lady B.” W liście było zaproszenie do Łeby.  Dwie butelki zostały odnalezione przez rybaków u wybrzeży Ameryki Południowej. Niestety, do Łeby  nie przyjechali,  byli zbyt biedni, by pokryć koszty podróży.   A w zaproszeniu nie było mowy o fundowaniu przelotu.

                       W 2002 roku sześć butelek z listami uczniów  szkół z województwa zachodniopomorskiego wrzucił  do Morza Koralowego, z pokładu „Marii”,  szczeciński żeglarz Maciej Krzeptowski. Niestety, do tej pory nie odnaleziono żadnej z nich.

                  Więcej szczęścia mieli szczecinianie. Otóż,  zgodnie z tradycją nowe książki marynistyczne mają w Szczecinie swój chrzest i wodowanie. Akt chrztu zostaje umieszczony w butelce, a ta wrzucona do Odry. Paru osobom udało się wyłowić takie butelki (najczęściej w czasie wędkowania). W nagrodę otrzymywali książki z dedykacjami autorów.   

                                                                                                                                                                                                          Krystyna Pohl

Skomentuj artykuł