Portal informacyjny dla polskich marynarzy

Ochronić statek przed piratami

Polscy żołnierzeOd 2007 roku działa w Szczecinie firma Maritime Safety & Security. Założył ją komandor podporucznik rezerwy Sebastian Kalitowski, były dowódca grupy specjalnej płetwonurków w jednostce Formoza, ekspert bezpieczeństwa morskiego, biegły sądowy w dziedzinie  piractwa i terroryzmu morskiego.

          To pierwsza i ciągle  jedyna tego typu firma w Polsce. Czym dokładnie  ona się zajmuje?

Sebastian Kalitowski: – Przygotowujemy personel do ochrony statków oraz obiektów portowych przed atakami terrorystycznymi i pirackimi, szkolimy kapitanów i załogi statków jak przetrwać piracki napad na jednostkę, jak sobie poradzić w sytuacji zagrożenia. Początkowo zajmowaliśmy się głównie szkoleniami antyterrorystycznymi, wkrótce wprowadziliśmy szkolenia antypirackie, bo w poprzednich latach niepokojąco rosła na świecie  ilość pirackich ataków na statki, a szczególnie  na akwenach w pobliżu Somalii.

      Takie szkolenia antypirackie załóg statków wprowadziliście jako  jedni z pierwszych na świecie.

– Okazało się, że są one konieczne. Wiedza kapitanów i załóg była zbyt mała, aby mogli sobie poradzić z ekspansją piractwa. Postanowiliśmy jak najlepiej przygotować ich na ewentualny  piracki atak i przetrwanie jako zakładników. Nauczyć jak się zachować, jak nie dać się sprowokować, jak poradzić sobie ze stresem.  Opracowując program szkoleń starałem się połączyć doświadczenia i wiedzę z trzech dziedzin. Moje doświadczenia zdobyte w czasie służby wojskowej, bezcenne doświadczenia i wiedzę dowódców jednostek, które zostały zaatakowane i uprowadzone przez piratów oraz wiedzę psychologów wojskowych dotyczącą chociażby PTSD, czyli zespołu stresu pourazowego.

Zabezpieczenie statku Nadal są prowadzone takie szkolenia?

– Oczywiście.  Szkolimy załogi statków takich armatorów jak  Polska Żegluga Morska, Chipolbrok, Unibaltic, a także załogi statków kilku armatorów norweskich. Prowadzimy kursy dla ludzi z całego świata zajmujących się ochroną statków przed pirackimi atakami. Teraz na przykład szkolimy ochroniarzy z RPA, Egiptu, Francji. Szkolenia są teoretyczne i praktyczne. Odtwarzamy sytuację związaną z pirackim atakiem. Wprowadzamy ludzi do tak zwanej cytadeli.

             A cóż to jest ta „cytadela”?

– Tak nazywane jest  pomieszczenie na statku, najczęściej w maszynowni, wcześniej przygotowane przez załogę. To miejsce, w którym ona będzie mogła bezpiecznie  oczekiwać na pomoc. Po raz pierwszy „cytadelę” zastosowano na statku „Ariel” w 2010 roku. Po zaatakowaniu przez piratów wszyscy członkowie załogi schowali się w tym bezpiecznym miejscu. Wówczas na statek zostali skierowani komandosi, którzy wiedzieli, że w przypadku wymiany ognia z piratami nie ucierpi  załoga.  Piraci uciekli, bo nie wiedzieli jak uprowadzić statek  i nie mieli załogi w formie zakładników.

    Od kiedy na statkach handlowych  może być specjalistyczna,  uzbrojona ochrona?

– Od 2011 roku. IMO wyraziła na to zgodę. My dwa lata wcześniej mieliśmy pierwszą prośbę od armatorów niemieckich o zorganizowanie uzbrojonej ochrony statku.  Nie mogliśmy jej zrealizować, bo wówczas nie pozwalały na to ani przepisy międzynarodowe ani polskie.

           A obecnie?

– Na wielu statkach handlowych przepływających przez regiony zagrożone pirackimi atakami są uzbrojeni ochroniarze. Są to najczęściej trzy-czteroosobowe zespoły. My też dysponujemy takimi zespołami i świadczymy usługi dla różnych armatorów. Niedawno ochranialiśmy m.in. holenderski tankowiec  na trasie od Kanału Sueskiego do Sri Lanki.  W czasie tego rejsu  dwukrotnie zbliżały się  skiffy, pirackie łodzie z piratami, ale widząc na pokładzie uzbrojonych ochroniarzy, wycofały się. Jednakże w opracowanej piramidzie bezpieczeństwa statku najważniejsze są działania prewencyjne, a więc wzmożona uwaga, obserwacja, załoga  przygotowana przez szkolenia i ćwiczenia, umiejętność korzystania z różnych środków ochrony i obrony. Ochrona uzbrojona to ostateczność.

Na statkuPodobno napisał pan pracę doktorską poświęconą atakom pirackim na statki.

– Jej tematem jest podatność statków handlowych na ataki pirackie i terrorystyczne. W tym roku mam  obronę w Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni, jestem absolwentem tej uczelni. Sądzę, że to będzie pierwszy taki doktorat w Polsce. A jako firma chcemy przygotować profesjonalną książkę dla kapitanów i załóg. Takie kompendium praktycznej wiedzy o morskim piractwie.

          Ze statystyk wynika, że na świecie maleje ilość pirackich ataków i uprowadzeń statków.

– To prawda. W 2010 roku odnotowano 445 ataków na statki i 53 uprowadzenia, a w roku ubiegłym były 264 ataki i uprowadzono tylko 12 statków, w tym dwa w rejonie Rogu Afryki, ale od razu zostały odbite przez siły marynarki wojennej. Lecz te dane nie powinny usypiać czujności załóg i armatorów. Bo, co prawda  maleje ilość ataków w rejonie Somalii, ale niepokojąco rośnie piractwo u wybrzeży Nigerii.

Krystyna Pohl

Skomentuj artykuł