Portal informacyjny dla polskich marynarzy

Paliwa żeglugowe przyszłości

Offshore napędzany moczemŚwiat żeglugowy wstrzymuje oddech przed rokiem 2020, w którym wejdą w życie poprawki do Konwencji MARPOL, nakazujące wszystkim statkom operującym w globalnym transporcie morskim, poza strefami SECA,  używanie paliw o zawartości siarki 0,5 proc. (obecnie 3,5 proc.). Armatorzy prześcigają się obecnie w pomysłach, jak dostosować się do nowych przepisów, aby koszt tego procesu był jak najmniej bolesny.

Wielu z właścicieli statków, którzy chcą aktywnie zaangażować się w proces ochrony środowiska planety stawia na gaz naturalny jako paliwo przyszłości, inni są zwolennikami napędów hybrydowych, z wykorzystaniem energii elektrycznej. Z kolei norwescy armatorzy do tego zestawu dodają jeszcze biogaz, a więc gaz uzyskiwany z fermentacji substancji pochodzenia organicznego.

Norweska kompania Ostensjo Rederi zaszokowała ostatnio informacją, że jeden z jej nowoczesnych statków, wykorzystywanych do obsługi morskich farm wiatrowych – m/v „Edda Mistral”, został wyposażony w system selektywnej redukcji katalitycznej, który jako podstawowego paliwa używa … końskiego moczu. Armator utrzymuje, że dzięki zastosowanej na jednostce technologii, nie tylko emituje do atmosfery znacznie mniej związków azotu, ale również redukuje pobór zasadniczego paliwa statku (zwykłego paliwa żeglugowego) o 20 procent.

Inny norweski armator – Hurtigruten, działający przede wszystkim w promowej żegludze przybrzeżnej, chce wyposażyć swoje statki w systemy paliwowe oparte na wykorzystaniu ciekłego biogazu (LBG) produkowanego z odpadków rybnych. Norwegia jest światowym liderem w przetwórstwie rybnym, więc surowca do wytwarzania tego rodzaju paliwa kompanii Hurtigruten z pewnością nie zabraknie. Do 2021 roku firma zamierza wyposażyć sześć swoich promów w alternatywne napędy oparte na LNG, energii elektrycznej lub biogazie.

Na biopaliwa dla statków stawia również holenderska kompania GoodFuels, która po udanych próbach z tego rodzaju paliwem na tankowcu „Norden” otrzymała już zamówienia na ten rok na dziesiątki tysięcy ton biopaliw. GoodFuels wytwarza je ze zużytego oleju do smażenia czy domowych śmieci, a zatem surowcami, których również w przyszłości nie zabraknie.

Jednak naukowcy z University College London uważają, że prawdziwe paliwa żeglugowe przyszłości, na które powinni już dziś stawiać armatorzy, to wodór i amoniak.

Wodór jako paliwo, może być wytwarzany bezpośrednio z wody w procesie elektrolizy. Energia elektryczna potrzebna do tych reakcji, może  pochodzić ze źródeł odnawialnych, jak wiatr czy promienie słoneczne. A że nie jest to tylko futurystyczny wymysł świadczy zaangażowanie ogromnego niemieckiego koncernu stalowego ThyssenKrupp, który ogłosił w ubiegłym roku rozpoczęcie prac nad technologią „zaawansowanej elektrolizy wody”. Nad pozyskiwaniem wodoru w procesie elektrolizy pracuje także potentat paliwowy Shell wraz z niemiecką firmą ITM Power. Obie firmy chcą zbudować w Niemczech specjalną fabrykę zajmująca się właśnie produkcją wodoru.

Z kolei amoniak to związek wodoru i azotu, a zatem najczęściej występujących pierwiastków w przyrodzie. Może być produkowany, w procesie elektrolizy z wody oraz powietrza, którego 73 proc. stanowi azot. Wspomniany ThyssenKrupp, w Porcie Lincoln w Australii buduje pierwszą na świecie fabrykę, która będzie wytwarzać amoniak jako paliwo żeglugowe. Podobne projekty powstają również na Orkadach oraz w Chile.

Wszystkie wspomniane paliwa są całkowicie bezpieczne dla atmosfery ponieważ w procesie ich spalania nie wytwarzany jest dwutlenek węgla.

Skomentuj artykuł