Portal informacyjny dla polskich marynarzy

Polonia – piękna dzięwiętnastolatka

Fot. Seweryn KupczykDziewiętnaście lat temu, w czerwcu 1995 roku,  prom „Polonia” rozpoczął regularne rejsy na linii Świnoujście – Ystad. Był wówczas największym, najnowocześniejszym i najnowszym polskim promem. Uważany był też za największy na świecie prom kombinowany (combi ferry) kolejowo- samochodowo- pasażerski. Zbudowała go norweska stocznia Langsten Group. A wystrój wnętrz  opracowała jedna z najlepszych norweskich firm projektowych – Arne Johanson.

– Wybrano tę stocznię, ponieważ oferowała  wysoką jakość, korzystne warunki finansowe i krótki termin, budowa trwała niewiele ponad  rok – przypomina starszy mechanik  Jerzy   Orzechowski, który uczestniczył w przygotowaniu inwestycji. – Decyzja o konieczności budowy nowoczesnego, bezpiecznego promu zapadła po tragedii promu „Jan Heweliusz”. Mnie poproszono o opracowanie założeń, specyfikacji. Pamiętam żmudne, długie konsultacje, dyskusje nad parametrami jednostki. Szczególny nacisk kładziono na kwestie bezpieczeństwa promu. Pod koniec grudnia 1993 roku podpisano kontrakt, w lutym roku następnego wyjechałem do Norwegii jako szef nadzoru z ramienia armatora. Wkrótce dojechał Wojciech Gruszczyński, superintendent ds. elektroniki i automatyki oraz Roman Oziewicz, specjalista ds. kadłubowych i pokładowych.  25 lutego 1994 roku nastąpiło położenie stępki, 21 października 1995 roku odbyło się wodowanie,  a 27 maja 1995 na promie podniesiono banderę Wysp Bahama i przekazano go armatorowi. Prom opuścił Norwegię udając się do Świnoujścia, a  kilka dni później wyruszył w pierwszy, regularny rejs do Ystad. I na tej trasie pływa do dziś.

Inwestycji podjęła się Polska Żegluga Morska. Eksploatacja promu w działalności szczecińskiego armatora nie była niczym nowym, a kontynuacją tego co było kiedyś.  To PŻM już w 1964 roku, w ramach współpracy z duńskim armatorem, uruchomiła  regularne połączenie promowe między Świnoujściem a Ystad.  W trzy lata później wprowadziła na tę linię własny, pierwszy w polskiej flocie  prom pasażersko-samochodowy „Gryf”. A prom „Polonia” okazał się  jedną z najlepszych inwestycji PŻM.

Pierwszym dowódcą „Polonii” był kpt.ż.w. Marian Weber. Uczestniczył w końcowej fazie budowy, przyprowadził jednostkę do Świnoujścia,  a potem dowodził nią w kolejnych rejsach do Ystad. Ostatni rejs przed emeryturą też zrobił na „Polonii”. „Mimo upływu lat, nadal twierdzę, że to  bardzo udany prom. Idealny na tę linię, na port w Ystad. To prom nowoczesny, przestronny, dobrze sprawdzający się w każdych warunkach pogodowych”. Przez długi czas Marian Weber dowodził „Polonią” na zmianę z kapitanem Edwardem Bieńkiem.

Pochwał nie skąpi też starszy mechanik Andrzej Duchnik, który pracuje na promie od jego pierwszego rejsu. Od 19 lat na promie pracują też mechanicy: Bogdan Karpik i Jacek Cisło, elektrycy: Piotr Bromboszcz i Grzegorz Trias, a w dziale hotelowym Mirosław Wojtala.  W sumie na „Polonii” jest 21 osób zatrudnionych na promie od 1995 roku.

– To była grupa  małych  stoczni norweskich  i dla niej ta budowa była bardzo ważna, priorytetowa – wspomina Andrzej Duchnik, który od stycznia 1995 roku uczetniczył przy budowie promu. – „Polonia” była największym statkiem jaki tam powstawał.  W innym miejscu budowano kadłub, w innym nadbudówkę. Ale wszędzie była bardzo wysoka jakość prac i bardzo wysoka jakość materiałów. 90 procent urządzeń jest norweskich.  To była solidna skandynawska robota. A to wszystko procentuje do dziś. Wszystkie mechanizmy spisują się znakomicie, prom nie miał żadnych poważnych awarii.  Gdy „Polonia”  w stoczniach  przechodzi remonty klasowe, to stoczniowcy są zaskoczeni, że wiele urządzeń wygląda jak nowe. Wiem, że norweska stocznia Langsten Group przez długie lata szczyciła się „Polonią”. Prom stał się jej wizytówką.

Stał się również wizytówką założonej w 1994 roku spółki Unity Line, która zajmuje się eksploatacją „Polonii” ( a także promów: „Gryf”, „Wolin”, „Skania”, „Jan Śniadecki”, „Kopernik”). Od pierwszego dnia kładziono nacisk na wysoką jakość usług. „Atutami „Polonii” są bezpieczeństwo, nowoczesność i wysoki standard. Naszym  celem jest świadczenie usług na najwyższym poziomie. Jakością oferty, komfortem podróży chcemy spowodować, by każdy pasażer czuł się na „Polonii” jak gość honorowy” – powtarzał Paweł Porzycki, ówczesny prezes Unity Line. Starannie dobrano i przeszkolono załogę. Na 120 miejsc zgłosiło się 1300 chętnych.

Prom słynął i słynie z doskonałej kuchni, której szefem w pierwszych latach był Marek Bormański.  A od 12 lat szefem jest Mirosław Bobrowski, wielki pasjonat carvingu i jeden z prekursorów tej sztuki w Polsce. To jego autorstwa są fantazyjne dekoracje z owoców i warzyw, którymi zachwycają się pasażerowie „Polonii”. Bobrowski jest jedynym Polakiem  posiadającym złoty i srebrny medal z Olimpiady Kulinarnej oraz Kulinarnego Pucharu Świata. Prom „Polonia” znany jest też z tak zwanych  rejsów tematycznych: mikołajkowych, andrzejkowych, hawajskich, irlandzkich, włoskich, walentynkowych, kabaretowych. Zazwyczaj towarzyszy im odpowiedni wystrój, muzyka, oferta kulinarna.  Osobnym rozdziałem są bale sylwestrowe. Są osoby, które uczestniczą w nich regularnie od 19 lat. W 2009 roku taki bal sylwestrowy na „Polonii” odbył się w …Szczecinie. Wówczas prom cumował  u podnóża Wałów Chrobrego.

Zapewne mało kto wie, że jeden z pracowników działu hotelowego „Polonii”, Piotr Rozmus,  jest autorem książki, poczytnego 450-stronicowego  thrillera „Bestia”.

Nie udało mi się ustalić skąd nazwa „Polonia” (może ktoś pamięta). A może stąd, że tak miał się nazywać statek pasażerski następca „Batorego” zaprojektowany przez projektantów ze Stoczni Szczecińskiej. W 2007 roku PŻM podpisała kontrakt ze Stocznią Szczecińską Nowa na budowę dwóch promów pasażersko-samochodowych. Upadek stoczni uniemożliwił realizację tego kontraktu.  Ale armator nie rezygnuje z budowy dwóch nowoczesnych promów.

Krystyna Pohl

Skomentuj artykuł