Portal informacyjny dla polskich marynarzy

Statki widma wciąż błądzą po oceanach

32-1Jeśli płyniecie gdzieś na północnym Atlantyku i z mgły wyłoni się nagle przed wami jakiś statek-widmo, może to być m/v „Lyubov Orlova”. Należąca do rosyjskiego armatora Losco jednostka w styczniu br. wyruszyła z portu St. James w Nowej Funlandii w swoją ostatnią podróż do stoczni złomowej w Dominikanie. Holowany przez amerykański holownik statek, już po 48 godzinach wypłynięcia na Atlantyk zerwał się z uwięzi i do tej pory prawdopodobnie błąka się gdzieś po wielkim oceanie. W lutym br. zauważono go ok. 2400 km od wybrzeży Irlandii. Potem wszelki ślad po nim zaginął.

     „Lyubov Orlova” został zbudowany w 1976 roku w jugosłowiańskiej stoczni Sremska Mitrovica. Początkowo pływał jako jednostka pasażersko-towarowa na Morzu Północnym a dzięki swojej wzmocnionej budowie kadłuba – także w rejonach polarnych. Po upadku Związku Radzieckiego przejęła go firma z Noworosyjska Losco (Lybov Orlova Shipping Co.), ale po kilku latach własnej eksploatacji oddano go w czarter rosyjskiej firmom Quark Expeditions oraz Cruise North Expeditions, specjalizujących się w komercyjnych wycieczkach w rejony Antarktyki i Arktyki.      

      Latem 2010 roku statek uległ awarii, skutkiem czego Cruise North Expeditions musiał odwołać rejs, ponosząc z tego tytułu wysokie straty. Zwrotu 250 tys. dolarów odszkodowania odmówił armator, w związku z czym „Lyubov Orlova” została w porcie St. Jones przez władze kanadyjskie zaaresztowana. Rosjanie statek porzucili na kolejne dwa lata. Wreszcie w tym roku zdecydowali się sprzedać go za 275 tys. dolarów na złom, do stoczni w Dominikanie.

     Pod koniec stycznia br. amerykański holownik „Charlene Hunt” wziął rosyjską jednostkę na hol, planując długą podróż wzdłuż amerykańskiego wybrzeża. Niestety, już po dwóch dobach od wypłynięcia z portu, na Atlantyku zepsuła się pogoda i z powodu wysokich fal „Lyubov Orlova” zerwała się z uwięzi. Odtąd samotna, mając jedynie szczury na swoim pokładzie jako załogę, niesiona prądem dryfuje po oceanie. W lutym br. zauważona została ok. 2400 km od wybrzeży Irlandii. W związku z tym, że statek zaczął zagrażać znajdującym się tam platformom wiertniczym, kompania górnictwa morskiego Husky Energy, wysłała na spotkanie pływającemu wrakowi dużą jednostkę typu off-shore – „Atlantic Hawk”. Wzięła on na hol „Lyubov Orlovą” i przeciągnęła na akweny poza obszarem prowadzenia prac wydobywczych. Potem znów ją uwolniła.

     W październiku zeszłego roku pewien dziewięciolatek, w jednej z irlandzkich wiosek rybackich, znalazł na plaży list w butelce, który osiem lat wcześniej został wrzucony do morza przez dwie dziewczynki w kanadyjskim Quebecu. W innej głośnej historii z 1913 roku, na irlandzkiej plaży niedaleko Cork Harbour mężczyzna spacerujący z psem znalazł butelkę z listem, wyrzuconą ze słynnego „Titanica”. Oba te zdarzenia sugerują, że dryfującą „Lyubov Orlovą” już wkrótce zobaczymy na wodach irlandzkich. Rzeczniczka irlandzkiego Ministerstwa Transportu Caroline Ryan zapewniła, że administracja morska przygotowana jest na taką ewentualność, a odpowiednie procedury zabezpieczenia statku zostaną wszczęte w momencie, gdy wpłynie on na irlandzkie wody terytorialne. Wszystkim kosztami związanymi z akcją ratowniczą zostanie obciążony armator jednostki.

       Może się jednak okazać, że kwestię statku-widma rozwiązała sama natura. Jakieś pół roku temu uaktywniła się bowiem jedna ze statkowych pław typu EPIRB, które włączają się w momencie zalania wodą. Może to oznaczać, że „Lyubov Orlova” po prostu zatonęła. Nie wiemy jednak tego na pewno. W sytuacji, gdy żaden z satelitów nie jest w stanie wyśledzić obiektu o długości stu metrów na wielkim oceanie, kapitanowie nawigujący w rejonie północnego Atlantyku wciąż więc powinni mieć się na baczności.

32-2W ostatnich latach na łamach gazet gościł również inny statek widmo. Był to japoński trawler rybacki „Ryou-Un Maru”, który porwany został w marcu 2011 roku podczas tsunami z północno-wschodniego wybrzeża Japonii. Po ponad roku i przepłynięciu w dryfie ogromnych przestrzeni Pacyfiku został on dostrzeżony u wybrzeży Południowej Alaski. Amerykanie nie zastanawiając się długo wysłali mu na spotkanie kuter Ochrony Wybrzeża „Anacapa” uzbrojony w 25mm działko. Po oddaniu kilku strzałów kuter zatonął, przestając być zagrożeniem dla żeglugi.

Skomentuj artykuł