Portal informacyjny dla polskich marynarzy

Wkrótce przypłyną gazowce

Światowa żegluga wciąż nie może wydobyć się z kryzysu, jaki na rynku frachtowym rozpoczął się pod koniec 2008 roku, wraz z upadkiem banku Lehman Brothers. Są jednak i takie firmy żeglugowe, które na kryzys wcale nie narzekają. Chodzi o armatorów zbiornikowców do przewozu skroplonego gazu naturalnego – LNG. W sytuacji, gdy ogromne masowce typu cape-size o nośności 180 tysięcy ton mogą zarobić na rynku około 16 tysięcy dolarów dziennie, natomiast tankowce o nośności 310 tys. ton – około 20 tysięcy, dzienna stawka czarterowa dla zbiornikowca LNG typu Q-max zbliża się już do granicy 150 tysięcy dolarów.

Zbiornikowce LNG są tak wyraźnym odstępstwem od żeglugowej normy ponieważ jest ich mało, a sam rynek przewozowy gazu, określany jest jako niszowy. Dużych gazowców LNG jest dziś na całym świecie zaledwie 370. Aż 80 proc. z nich działa w ramach długoterminowych kontraktów przypisanych do danej inwestycji, po stronie dostawcy lub odbiorcy. Z powodu wysokiej ceny (koszt zbiornikowca LNG o pojemności 160 tys. m³ to ok. 200 mln dolarów) i niejednoznacznych perspektyw co do rozwoju globalnego rynku surowcowego, w ostatnich latach statków tych zamawiano bardzo niewiele : w 2009 roku – nie zakontraktowano żadnego, w 2010 – zaledwie 6, w 2011 – już nieco więcej bo 53.

A obecne prognozy dla tego sektora są znakomite. Zdaniem analityków z Pareto Securites, jeśli do 2020 roku powstaną wszystkie zaplanowane do realizacji terminale dostawcze i odbiorcze, wówczas w skali globalnej popyt na zbiornikowce LNG ulegnie podwojeniu, z kolejnymi 352 statkami potrzebnymi na rynku, wobec istniejącej floty. Szczyt niedoborów tonażowych może nastąpić już za cztery lata, w 2016 roku, kiedy z pełną mocą zacznie pracować duży terminal  PLUTO w Zachodniej Australii.

W 2014 roku rozpocznie przyjmowanie gazu polski terminal w Świnoujściu. Wiadomo już, że zgodnie z zawartą umową przez Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG) kontrakt ten będą obsługiwać statki należące do katarskiej firmy Nakilat. Po arabsku Nakilat to po prostu „przewoźnik” (na rynku firma znana jest również jako Qatar Gas Transport Company). Nakilat to stosunkowo młoda kompania, założona przez państwo katarskie w 2004 roku, w celu transportu własnych złóż gazu. A te są największe na świecie (15 proc. potwierdzonych globalnych zasobów). Obecnie właścicielami firmy są, w połowie partnerzy katarscy (m.in. Qatar Navigation, Qatar Pension Fund, Qatar Petroleum), w połowie zaś rozproszeni akcjonariusze giełdowi.

Nakilat jest armatorem i operatorem floty 54 gazowców, posiadanych w stu procentach (24) lub częściowo (29) i jest liderem na światowym rynku przewozów LNG. Co więcej, zbudowane w koreańskich stoczniach Hyundaia, Samsunga i Daewoo jednostki, należą do najnowocześniejszych i największych statków transportujących LNG na świecie.

Kiedy w 2007 Nakilat wprowadził do eksploatacji pierwszego gazowca typu Q-flex (Q-jak Qatar, flex – jak flexible, elastyczny), o pojemności zbiorników od 210,000 m3 do 216 000 m3, był to przełom nie tylko dotyczący możliwości przewozowych ale również rozwiązań technologicznych (ekologiczny napęd, system regazyfikacji ograniczający straty ładunku itd).

To właśnie statki typu Q-flex Nakilatu zobaczymy już za dwa lata w Świnoujściu. Mają one piękne arabskie nazwy takie jak : Al Sheehaniya, Al Ghashamiya, Al Khattiya czy Al Bahiya.

W lipcu 2008 roku Nakilat przekroczył kolejną barierę, jeśli chodzi o wielkość statku do przewozu LNG, wprowadzając do eksploatacji pierwszą jednostkę typu Q-max (266 m3). Cała seria, którą otworzył „Mozah” a zakończyła „Rasheeda” to obecnie  najdłuższe na świecie gazowce LNG. Ich wymiary wynoszą 345 metrów długości oraz 53 metry szerokości.

Nakilat jest armatorem w pełni samowystarczalnym. Dla remontów swoich statków zbudował w swoich kraju dwie stocznie remontowe, w spółkach z Keppeln Offshore & Marine oraz Damen Shipyard Group.

Skroplony gaz naturalny szturmem zdobywa rynki światowe, stając się dla wielu krajów paliwem przyszłości. Dotychczas największymi światowymi odbiorcami tego surowca byli Japończycy i Koreańczycy. Ci pierwsi, po katastrofie elektrowni atomowej w Fukushimie, chcą jeszcze zwiększyć rolę LNG w rodzimej gospodarce.

LNG coraz śmielej wkracza również na Bałtyk. Podobną inwestycję do świnoujskiego terminalu planują Finowie. Terminal taki ma powstać w miejscowości Inga, na zachód od Helsinek lub w Porvoo – na wschód od fińskiej stolicy. Przewidywany koszt inwestycji to 200-400 mln euro. Swoją własną stację odbioru LNG chcą stworzyć Litwini. Tym razem nie będzie to jednak konstrukcja stała lecz norweski gazowiec przerobiony na terminal regazyfikacyjny. Zarówno Finowie jak i Litwini podają tę samą przyczynę inwestycji – chęć uniezależnienia się od gazu rosyjskiego.

(Informację o umowie PGNiG z Nakilatem zawdzięczam Grzesiowi Gibasowi z Radia Szczecin).

Fot. Christian Plague

Skomentuj artykuł